Bo zawżdy ci więcej jedzą, którzy bliżej misy siedzą - M. Rej
Potencjał BRIC 2011-02-08 15:16
 Oceń wpis
   
Jesteśmy świadkami epokowych przeobrażeń w światowej gospodarce, kiedy następuje realokacja bogactwa pomiędzy kontynentami i państwami. Rodzą się nowe potęgi gospodarcze, pękają fasady dotychczasowych – powstaje się nowy ład ekonomiczny.

Pojęcie BRIC, stanowiące skrót nazw czterech krajów o dużym potencjale wzrostu zostało upowszechnione przez bank Goldman Sachs. Jako pierwszy takiego skojarzenia dokonał brytyjski ekonomista Jim O'Neill. Mowa o Brazylii, Rosji, Indiach i Chinach.
Łącznie w tych czterech krajach mieszka 40 proc. ludności świata, jest to 10 razy więcej niż w Stanach Zjednoczonych. Daje to potężny potencjał produkcyjny, zasoby surowców oraz źródło siły roboczej, w znacznej mierze wysoko wykwalifikowanej.
Kraje BRIC nie tworzą politycznego ani gospodarczego związku, jak np. Unia Europejska. W wielu aspektach różnią się znacząco a ich wspólną cechą jest wysoki potencjał rozwojowy i ogromne zasoby surowców.
Osiem lat temu Goldman Sachs przewidywał, że w połowie bieżącego stulecia BRIC będzie stanowić największą potęgę gospodarczą świata. Ta wizja spełniła się już dziś – łączny dochód narodowy brutto dla krajów BRIC wynosi 18,5 bln USD, co stanowi 1/4 światowego PKB. Dla porównania, PKB Stanów Zjednoczonych jest szacowany na 14,6 bln USD a dla Unii Europejskiej na 15,2 bln USD.
Wzrost gospodarczy każdego z krajów BRIC zależy od innych czynników. W Rosji decydującą rolę odgrywa eksploracja i sprzedaż surowców, szczególnie energetycznych. Nie każdy z tych krajów jest w stanie zaspokoić własne potrzeby na ropę naftową. Nadwyżkę podaży nad popytem posiada tylko Rosja, która eksportuje blisko połowę produkcji tego surowca. Chiny, zużywające  8,5 mln baryłek ropy dziennie znalazły głównych dostawców w Afryce, m.in. w Sudanie, Angoli i Nigerii.
Specjaliści Międzynarodowego Funduszu Walutowego przewidują, że gospodarki krajów BRIC będą dalej dynamicznie się rozwijać, jednak nie wszystkie w takim tempie, jak w 2010 roku. Prognoza dla Chin zakłada tegoroczny wzrost PKB na poziomie 9,6 proc. Z kolei gospodarka Indii wzrośnie o 8,4 proc. a Brazylii o 4,5 proc. Według wstępnych szacunków MFW, w 2010 roku PKB w tych trzech krajach wzrósł odpowiednio o 10,3 proc., 9,7 proc., 7,5 proc. Jak widać, spodziewane jest spowolnienie wzrostu. W tym roku przyspieszy tylko gospodarka Rosji, przewidywany wzrost 4,5 proc., wobec 3,7 proc. w 2010 r.
We wszystkich krajach BRIC narasta presja inflacyjna. W 2010 roku ceny towarów konsumpcyjnych i usług znacząco wzrosły – wskaźnik CPI wyniósł w: Chinach 5,1 proc., Indiach 7,5 proc., Brazylii 5,9 proc., Rosji 8,8 proc.
Chiny i Rosja posiadają niski poziomem długu publicznego w relacji do PKB, odpowiednio 17% oraz 8%. Z kolei zadłużenie Brazylii i Indii jest bliskie 60 proc. PKB.
Pomimo licznych problemów i zagrożeń inwestorzy darzą zaufaniem kraje BRIC a inwestycje indywidualne i zbiorowe przynoszą od wielu lat ponadprzeciętne zyski. Tego można się spodziewać również w bieżącym roku
Tagi: bric
 
 Oceń wpis
   

Oprócz obserwacji sfer niebieskich Mikołaj Kopernik analizował wydarzenia we współczesnej mu gospodarce. Dzięki temu sformułował zasadę, z której wynika, że jeśli jednocześnie istnieją dwa rodzaje pieniądza, pod względem prawnym równowartościowe, ale jeden z nich jest postrzegany, jako lepszy a drugi, jako gorszy, to pieniądz lepszy będzie gromadzony, a pieniądz gorszy pozostanie w obiegu. Innymi słowy, gorszy pieniądz wypiera lepszy z obiegu, natomiast lepszy wypiera gorszy w oszczędnościach.
Z takim samym zjawiskiem mamy do czynienia w przypadku pieniędzy papierowych, stanowiących pieniądz gorszy oraz złota uosabiającego pieniądz lepszy. Tak było przed wiekami, tak jest obecnie. Historia złota jest niezwykle bogata i nierozerwalnie związana z historią narodów, które wybierają między lepszym i gorszym pieniądzem, kreując jego ceny.
Niniejszym artykułem rozpoczynam cykl publikacji, w których przedstawię, jak zmieniały się ceny złota w obliczu wydarzeń historycznych i ekonomicznych. Okres, w jakim będziemy się poruszać to „nowa era złota”, jaka rozpoczęła się z początkiem demontażu układu z Bretton Woods i trwa po dzień dzisiejszy. Przygotowując niniejsze opracowanie korzystałem z materiałow i danych World Gold Council, Global Insight, US Bureau of the Census.

Lata 1971 - 1973

Rok 1971 – średnioroczna cena złota 40,81 USD/oz

Na początku roku średnia cena rynkowa złota wyniosła około 38 USD za uncję, kolejne miesiące przyniosły niewielkie wzrosty cen. W dniu 5 maja banki centralne RFN, Szwajcarii, Belgii i Holandii postanowiły, że nie będą dłużej kupować dolarów podczas porannych interwencji. W odpowiedzi cena złota wzrosła z 39,65 do 40,30 USD za uncję.
15 sierpnia prezydent Nixon jako element pakietu stymulującego amerykańską gospodarkę, mając przy tym na celu wzmocnienie dolara, zawiesił oficjalnie wymianę dolara na złoto po 35 USD za uncję.
W dniach 17-18 grudnia ministrowie finansów państw G10 uzgodnili nowe parytety dla swych walut (Smithsonian Agreement). Przedstawiciel Stanów Zjednoczonych zobowiązał się zwrócić do Kongresu aby ten zaakceptował wzrost oficjalnej ceny złota z 35 do 38 dolarów za uncję. W grudniu 1971 r. średnia cena złota wyniosła 43,48 USD.

Rok 1972 - średnioroczna cena złota 58,22 USD/oz

Ceny złota dalej wzrastają, w kwietniu sięgają poziomu 50 USD. W maju Związek Radziecki i Republika Południowej Afryki czasowo wstrzymują sprzedaż złota, kierując część produkcji do swoich oficjalnych rezerw. Zahamowanie podaży powoduje ożywienie rynku spekulacyjnego. Ceny złota gwałtownie rosną z 50 do 57 USD za uncję w połowie maja. Na początku sierpnia cena złota osiągnęła szczyt 69,30 USD, co było reakcją na informację, że kilka krajów Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej zamierza stosować cenę wyższą, niż oficjalna przy wycenie swoich rezerw.
W następnych miesiącach mieliśmy do czynienia z korektą na rynku złota, która sprowadziła je do poziomu bliskiego 65 USD za uncję. Jednak była to cena o 48 proc. wyższa, niż na początku roku, co świadczy, że był to dobry rok dla złota.

Rok 1973 - średnioroczna cena złota 97,80 USD/oz

W styczniu na rynku złota utrzymuje się duża zmienność – ceny oscylują w zakresie 64 – 127 USD. Już wiadomo, że Stany Zjednoczone mają problemy gospodarcze. W następnym miesiącu komunikują o olbrzymim deficycie handlowym, co intensyfikuje rynek spekulacyjny. Cena złota osiąga poziom 70 dolarów w pierwszej dekadzie lutego. Kilka dni później, 13 lutego USA ogłaszają plan dewaluacji dolara o 10 proc. Złoto miałoby oficjalnie kosztować 42,22 USD. Na rynku cena złota skacze do 92 USD w dniu 23 lutego. W pierwszej połowie marca większość banków centralnych wstrzymuje handel walutowy według sztywnego parytetu i wprowadza płynne kursy. Brak zaufania do płynnych kursów stymuluje popyt na złoto. Zaczyna rosnąć również inflacja w Stanach Zjednoczonych, która na koniec roku była blisko 9 proc. Jak wiadomo, jest ona czynnikiem pobudzającym ceny złota.
W pierwszych dniach czerwca cena złota osiąga rekordowy poziom 127 USD, co jest również wynikiem liberalizacji rynku złota w Japonii oraz spadku wartości dolara.
W sierpniu Stany Zjednoczone i RFN mówią o możliwości wprowadzenia sprzedaży złota monetarnego  na wolnym rynku. To spowodowało korektę cen ze 117 USD do poziomu 94 USD w połowie miesiąca.
We wrześniu Kongres USA znosi zakaz posiadania złota przez obywateli, złoto lekko podrożało - na początku października jego cena wynosiła około 100 USD. W dniu 6 października, podczas żydowskiego Święta Pojednania (Yom Kippur), Egipt i Syria dokonują niespodziewanie ataku wojskowego na Izrael. Kilka dni później Organizacja Arabskich Krajów Eksportujących Ropę Naftową, ang. Organization of Arab Petroleum Exporting Countries (OAPEC ) zakomunikowała, że nie będzie sprzedawać ropy naftowej do krajów popierających Izrael, co spowodowało skok cen tego surowca do 12 USD za baryłkę. Cena złota wzrosła niewiele, do 103 USD za uncję, lecz pod koniec miesiąca powróciła do 100 USD.
W listopadzie podwójny rynek złota został formalnie zaniechany przez jego siedmiu  uczestników: Wielką Brytanię, RFN, Szwajcarię, Holandię, Belgię, Włochy, Stany Zjednoczone. Był to kolejny krok w kierunku rozwoju wolnego rynku złota.

 
 Oceń wpis
   
Chicago PMI Index jest wskaźnikiem nastrojów przedstawiającym aktywność gospodarczą w sektorze wytwórczym w okręgu Chicago, obejmującym stany Illinois, Indiana i Michigan. Pomimo, że badany region odpowiada za niecałe 10 proc. amerykańskiego PKB wskaźnik ten dobrze odzwierciedla sytuację ekonomiczną w całym kraju i należy do grupy wskaźników wyprzedzających.

Chicago PMI Index jest obliczany i publikowany przez National Association of Purchasing Managers na podstawie informacji zebranych wśród około 200  menedżerów logistyki z różnych przedsiębiorstw produkcyjnych. Pytania zadawane przedstawicielom przemysłu dotyczą następujących dziedzin: produkcji, nowych zamówień, zamówień składanych z wyprzedzeniem, zatrudnienia, zapasów, płaconych cen i dostaw.

Respondenci posiadają do wyboru trzy opcje odpowiedzi, oceniających sytuację: lepiej, gorzej, bez zmiany. Wyniki w poszczególnych kategoriach  są sumowane i na ich podstawie, po skorygowaniu czynnikami sezonowymi, są obliczane wartości indeksów dla każdej z nich. Indeksy te są podstawą dla konstrukcji indeksu zbiorowego PMI dla regionu Chicago.

Indeks ten jest publikowany na koniec miesiąca, przed indeksem ISM dotyczącym całych Stanów Zjednoczonych. Odczyty powyżej 50 pkt. świadczą o rozwoju gospodarczym rejonu Chicago, natomiast poniżej - o recesji. Przebieg zmian wartości indeksu dobrze obrazuje sytuację gospodarczą w Stanach Zjednoczonych, pomimo, że dotyczy on sytuacji w jednym regionie.



Już od 2005 r. odczyty indeksu spadały - wówczas pogarszała się również sytuacja w gospodarce amerykańskiej. Na początku 2008 r. jego wartość znalazła się poniżej poziomu 50 pkt. Później nastąpiło krótkotrwałe odbicie, po czym głęboki spadek, będący  skutkiem zapaści na rynkach finansowych. Na koniec 2008 r. Chicago PMI  osiągnął wartość nienotowaną od trzech dekad - około 31 pkt.  W kwietniu 2009 r. nastąpił wzrost indeksu do poziomu 40,1 pkt. To znacznie lepiej, niż mówiły prognozy. Świadczy to o poprawie nastrojów wśród przedstawicieli tamtejszego przemysłu. Nie jest to jednak dowodem poprawy sytuacji ekonomicznej w całych Stanach Zjednoczonych. Wiele wskaźników makroekonomicznych w dalszym ciągu jest niekorzystnych, a te są oparte na konkretnych liczbach - nie nastrojach.
 
 Oceń wpis
   

Indeks PMI (Purchasing Managers Index) został opracowany przez Institute for Supply Management. Dla Stanów Zjednoczonych jest on prezentowany pod nazwą ISM. Indeks ten jest również obliczany w dla innych krajów, Eurolandu, także Polski przez agencję Reuters i prezentowany pod skrótem PMI.Stanowi on ważny indykator sytuacji gospodarczej kraju. Algorytm obliczeń jest bardzo prosty. Wśród menadżerów zaopatrzenia w przedsiębiorstwach produkcyjnych na terenie całego kraju lub badanego obszaru jest przeprowadzana co miesiąc anonimowa ankieta dotycząca sytuacji w firmie w następujących sferach: nowe zamówienia, portfel zamówień, nowe zamówienia eksportowe, import, produkcja, dostawy, zapasy, zapasy dla klientów, zatrudnienie, ceny.

Respondent ma za zadanie porównać obecną sytuację do tej, sprzed miesiąca poprzez udzielenie krótkich odpowiedzi: „jest lepiej”, „bez zmian”, „jest gorzej”. Indeks ISM jest obliczany jako średnia ważona z utworzonych na podstawie otrzymanych odpowiedzi pięciu subindeksów (nowe zamówienia, produkcja, zatrudnienie, dostawy, zapasy), które są dodatkowo korygowane czynnikami sezonowymi.

Wartość prognostyczna wskaźnika PMI (ISM) dla całej gospodarki zależy od udziału sektora produkcyjnego w wytwarzaniu PKB. Jeżeli przeważają w niej usługi, wówczas większą wartość przedstawia indeks PMI (ISM) dotyczący sektora usług, publikowany w USA od 1998 r. Wskaźnik ten mierzy aktywność w sektorze przedsiębiorstw usługowych. Ocenie jest poddawana sytuacja w zakresie aktywności biznesowej, nowych zamówień, zatrudnienia, dostaw.

Przebieg indeksu PMI (ISM) pokazuje cykliczność kryzysów gospodarczych. Jeżeli jego wartość jest wyższa niż 50, świadczy to, o dobrej sytuacji gospodarczej. Osiągnięcie maksimum 100 świadczyłoby o tym, że wszystkie zmiany w gospodarce są pozytywne. Lecz idealnej gospodarki nie ma. Najwyższy poziom indeksu ISM stanowiący 77 odnotowano w USA w lipcu 1950, lecz po dwóch latach wskaźnik spadł do 36,7.

Poziom ISM mniejszy niż 50 oznacza, że gospodarka ma problemy i grozi kryzys. Im wskaźnik niższy, tym gorzej. Sytuacja, kiedy PMI (ISM) znajduje się poniżej 40 świadczy już o poważnym kryzysie. W grudniu 2008 r. ISM dla przemysłu w USA spadł do 32,9. Obecnie widoczne jest pewne odreagowanie. Lecz, gdzie jest dno? – pokaże przyszłość. Oznacza to że mamy poważny kryzys gospodarczy a data jego zakończenia nie jest bliska. Z niższymi odczytami indeksu mieliśmy do czynienia tylko trzy razy, w latach: 1949, 1975, 1980.

Ostatni szczyt wskaźnika ISM na poziomie 60 miał miejsce w połowie 2004 r. Od tamtego czasu jego wartości były na coraz niższych poziomach. Już w styczniu 2007 r. wskaźnik spadł poniżej 50, co powinno wzbudzić niepokój. W późniejszych miesiącach nieco odbił, jednak po ostatnim tchnieniu na początku 2008 r. wszedł poniżej krytycznego poziomu, skąd już nie wyszedł, lecz z każdym miesiącem pogrążał się. Tymczasem niesamowita hossa na giełdach, rynkach nieruchomości i surowców utwierdzała świat o wielkiej prosperity. Wierzono, że ceny akcji, nieruchomości, wynagrodzenia, produkty krajowe będą tylko rosnąć. A tymczasem wskaźnik od miesięcy sygnalizował kryzys.

 

Źródło: Opracowanie własne, na podstawie danych Institute for Supply Management™

Indeksy ISM oraz PMI są wiarygodnymi indykatorami sytuacji gospodarczej, bowiem jej ocena płynie od osób bezpośrednio uczestniczących w procesach gospodarczych, a zatem wiedzących więcej niż sztaby analityków z instytucji finansowych, nie mających kontaktu z realną gospodarką, obracających się w wirtualnej rzeczywistości. Indeksy te posiadają również wysoką wartość prognostyczną. Dzięki temu, że są publikowane bezpośrednio po zakończeniu miesiąca dobrze opisują aktualną sytuację w gospodarce.

Należy dodać, że przy analizie sytuacji całej gospodarki należy brać pod uwagę oba wskaźniki - dotyczące produkcji oraz usług.

 
 Oceń wpis
   

Marzec był pierwszym miesiącem tego roku, kiedy zdecydowana większość strategii funduszy hedgingowych przyniosła zyski. W efekcie indeks Global Hedge Fund Index zyskał 1,5 proc. To znacznie mniej niż S&P500, który wzrósł w tym okresie o 8,8 proc. a MSCI World Equity Index o 7,2 proc. Można odnieść wrażenie, że zarządzający funduszami hedgingowymi nie wykorzystali szansy, jaką dał rynek akcji.

Jednak należy przypomnieć, że w okresie dwóch pierwszych miesięcy tego roku mieliśmy do czynienia z sytuacją odwrotną – wówczas S&P500 stracił 18,2 proc., MSCI World Equity Index zniżkował o 18,4% a londyński FTSE100 o 13,6 proc. Jednocześnie indeks funduszy publikowany przez Greenwich Alternative Investments LLC stracił zaledwie 0,9 proc. W efekcie, od początku roku fundusze hedgingowe zyskały średnio 0,4 proc. Dla porównania, indeksy giełdowe są głęboko „pod kreską” – ich wyniki za okres pierwszych trzech miesięcy tego roku kształtują się następująco: S&P500 (-11,0 proc.), MSCI World Equity Index (-12,5 proc.), FTSE100 (-11,5 proc.).

Większość na plusie


Większość ze strategii funduszy hedgingowych analizowanych przez Greenwich Alternative Investments przyniosła w marcu tego roku zyski.

Najwięcej, bo aż 4,8 proc., zarobili zarządzający inwestujący na rynkach wschodzących (strategia Emerging markets). Wynik godny uwagi, gdyż w poprzednich miesiącach ta strategia była źródłem największych strat. W poprzednich latach, przed załamaniem rynków finansowych ta strategia dawała najwyższe stopy zwrotu. Na drugim miejscu należy postawić strategię Value z zyskiem 3,3 proc., gdzie decyzje inwestycyjne są podejmowane w oparciu o przewidywany wzrost wartości wewnętrznej spółek. Czyżby analiza fundamentalna zaczęła już dawać pozytywne efekty?

Kolejna lokata należy do strategii Convertible Arbitrage, polegającej zazwyczaj na nabyciu obligacji zamiennych oraz sprzedaży akcji danej spółki. Zysk stanowił 2,9 proc. Należy dodać, że jest to najbardziej intratna strategia w ostatnim czasie, bowiem przyniosła w pierwszym kwartale stopę zwrotu na poziomie 9,6 proc.

 Powody do satysfakcji mogą mieć również inwestujący w fundusze nastawione na zarabianie na wzrostach cen akcji (strategia Growth) a także wykorzystujący specjalne sytuacje (Special Situations) - zyski za marzec wyniosły 2,7 proc. i 2,5 proc. odpowiednio.

Warto dodać, że w minionym miesiącu zadowalające zyski osiągnęli inwestujący na rynku obligacji (2 proc.) a od początku roku 3,7 proc. To dużo więcej, niż wzrósł Lehman Brothers Aggregate Bond Index (0,1 proc.). Jest to w znacznej mierze efekt umiejętnej spekulacji na rynku obligacji amerykańskich.

Byli też pokonani


Wzrosty na giełdach przyczyniły się do poniesienia dużych strat ze strategii krótkiej sprzedaży (Short Selling), spadek o 5,7 proc. Często w takich sytuacjach tracą również fundusze inwestujące na rynku kontraktów terminowych. Strategia Futures w marcu zamknęła się ujemnym wynikiem – 2 proc.

Jak się okazuje, inwestycje na rynku kontraktów terminowych nie przyniosły w tym roku zysków – strata za pierwszy kwartał wyniosła 2,1 proc. i jest największą, spośród tych, jakie przyniosły pozostałe strategie.

Przypomnijmy - strategia Futures była w ostatnich miesiącach ubiegłego roku jedną z najbardziej zyskownych. Czyżby zarządzający lub automatyczne systemy transakcyjne nieprawidłowo zidentyfikowały przyszłe trendy na rynkach surowców oraz indeksów giełdowych?

Najbliższe miesiące

Zapewne kolejne miesiące będą interesujące na rynku funduszy hedgingowych. W szczególności wiele będzie zależeć  od sytuacji na rynkach akcji oraz towarowych, gdzie ich aktywność jest bardzo duża.

Jeżeli będzie w dalszym ciągu poprawiać się koniunktura na rynkach akcji, wówczas strategie oparte na długich pozycjach będą generować dochody, natomiast krótka sprzedaż przyniesie straty. Interesujący może być rozwój sytuacji na rynkach wschodzących. Wynik uzyskany za marzec na strategii Emerging Markets może być sygnałem obniżenia poziomu awersji do ryzyka inwestowania w tych regionach i otwarcia na nowo dużych możliwości zarabiania. Z kolei pęknięcie bańki spekulacyjnej na obligacjach amerykańskich może przynieść straty funduszom opartym na instrumentach o stałym dochodzie.
 

 
 Oceń wpis
   

Do pomiaru stanu zdrowia pacjenta używa się wielu instrumentów. Mierzy się więc skład krwi, bada tętno, temperaturę itp. Analogicznie ekonomiści badają stan gospodarki w kraju, regionie, na świecie. Istnieje wiele wskaźników, mniej lub bardziej skomplikowanych, które pozwalają zwiększyć wiarygodność prognozy oraz znaleźć wytłumaczenie istniejących zjawisk. Dziś rozpoczynam prezentację kilku wybranych tego rodzaju wskaźników. Oto pierwszy z nich a pacjentem jest chora gospodarka.

Wskaźnik ten jest obliczany przez giełdę Baltic Exchange w Londynie. Odzwierciedla on aktualną cenę transportu drogą morską jednostki ładunku masowego na różnych szlakach na świecie. Jest ona pochodną aktywności w zakresie transportu morskiego, a ta zależy od koniunktury gospodarczej.

Transport morski wzrasta w okresie rozkwitu gospodarczego. Im lepsza sytuacja tym większy obrót handlowy. Eksporterzy sprzedają swoje towary, importerzy kupują surowce i komponenty. Ludzie mają więcej pieniędzy - rośnie więc konsumpcja, kwitnie przewóz różnych dóbr. Rosnący popyt na usługi transportowe, implikuje wzrost ich cen, także stawek frachtowych w transporcie morskim - zwyżkuje Baltic Dry Index. W przypadku dekoniunktury mamy do czynienia z sytuacją odwrotną, stąd stawki frachtowe są niskie – indeks spada.

 


Przyjrzyjmy się zmianom BDI za okres ostatnich pięciu lat. Na wykresie uwzględniono również przebieg ceny złota.


Jak widać, pierwszy sygnał ostrzegawczy został wysłany w grudniu 2007 roku. Baltic Dry Index spadł w ciągu miesiąca o 40 proc. Przypomnijmy, wówczas zaczęły zniżkować również kursy akcji na Dalekim Wschodzie. Jednak w styczniu 2008 roku indeks zaczął znów wzrastać, i w maju osiągnął historyczne maksimum na poziomie 11.793 pkt. Jednak od czerwca rozpoczął się gwałtowny spadek indeksu, który zakończył się w grudniu na poziomie 663 pkt. Oznacza to zmniejszenie jego wartości o 94 proc.

Przez blisko trzy kwartały ubiegłego roku nie wielu ludzi zdawało sobie sprawę z nadchodzącego kryzysu, którego pierwsze mocne uderzenie nastąpiło we wrześniu. A wystarczało zastanowić się, jakie przesłanie niesie 40-procentowy spadek BDI od czerwca do końca sierpnia. Należy dodać, że od lipca zaczęły tanieć surowce.

Od grudnia 2008 r. nastąpiło lekkie odbicie indeksu i stanowi on obecnie 1870 pkt. Nie ma jednak widocznego trendu wzrostowego, co świadczy o trwającej silnej dekoniunkturze.

Jak podał w styczniu Daily Telegraph stawki frachtowe z Azji do Europy spadły do zera. Według dziennika Lloyd's List brokerzy z Singapuru redukują opłaty za kontenery wypływające z Południowych Chin, obciążając terminale tylko minimalnymi kosztami. Fachowcy z branży twierdzą, że nigdy nie widzieli stawek frachtowych na tak niskim poziomie.

Uwidocznione na wykresie notowania złota pokazują na siłę tego kruszcu w okresie dekoniunktury.

Praktyka pokazała, że Baltic Dry Indeks bardzo dobrze odzwierciedla stan sytuacji gospodarczej. Dzięki codziennym publikacjom jego wartości przez serwis informacyjny Bloomberg możemy na bieżąco śledzić koniunkturę gospodarczą, bez konieczności oczekiwania na dane statystyczne, jak ma to miejsce w przypadku PKB, inflacji, wzrostu produkcji.

Lecz największą zaletą wskaźnika Baltic Dry Indeks jest wartość prognostyczna - sygnały wyprzedzające zmiany koniunktury są wysoce wiarygodne.
 
In vino veritas 2008-12-24 10:08
 Oceń wpis
   

„Kto winem się raczy, ten Boga zobaczy” - przysłowie cysterskie z XII wieku.

Badania historyków i archeologów wskazują, że początki upraw winorośli oraz produkcji wina miały miejsce na Bliskim Wschodzie. Nadzwyczajną rangę wina nadał mu Chrystus podczas ostatniej wieczerzy. W Chrześcijaństwie stanowi ono symbol krwi Syna Bożego umęczonego na krzyżu. Starożytni  Grecy i Rzymie uważali je za napój bogów. Do obecnych czasów zawsze towarzyszy człowiekowi w ważnych uroczystościach. Jest pite ku uciesze ducha i pokrzepieniu serc.

Wino oprócz dostarczania przyjemności podniebienia i poprawy nastroju pozwala na utrzymanie zdrowia. W znacznym stopniu zmniejsza ryzyko zachorowania na Alzheimera. Obniża poziom złego cholesterolu we krwi i poprawia gospodarkę cukrami. Pijąc czerwone wino można zmniejszyć ryzyko parodontozy. Wydolność płuc poprawi wino białe. Na trawienie pomoże każdy rodzaj wina. Niezwykle ważną zaletą picia wina jest zmniejszenie możliwości powstania zakrzepów, zatorów oraz zawałów serca. Stwierdzono, że taniny zawarte w czerwonym winie mają działanie przeciwwirusowe i przeciwbakteryjne. Nie można jednak przesadzać z takimi metodami profilaktyki, gdyż można popaść w alkoholizm.
Czerwone wino poleca się osobom w starszym wieku. Jak wynika z badań statystycznych, Francuzi, których napojem narodowym jest wino, rzadziej zapadają na choroby serca niż Amerykanie Jest to zasługa picia czerwonego wina.  Wino pobudzało fantazję twórczą Williama Szekspira, który lubił delektować się boskim napojem. Zastosowanie w XVII wieku korka do butelkowania pozwoliło na długie jego leżakowanie. Ułatwiło to prowadzenie handlu. Już wówczas wina z Bordeaux opanowały cały świat. W roku 1855 za Napoleona III podzielono najlepsze winnice na pięć klas (cru). Jest to określane mianem „Klasyfikacji 1855” lub „Klasyfikacji Châteaux”. Obecnie pierwszej, najlepszej klasie znajdują się wina z następujących winnic: Château Margaux, Château Lafite, Château Latour, Château Haut-Brion oraz Château Mouton-Rothschild. Wina z tych winnic są najbardziej uznane i należą do najdroższych na świecie. Najlepsze wina powstają z winogron zrywanych ręcznie. Szczególnie dobry trunek dają w pełni dojrzałe grona pokryte nalotem szlachetnej pleśni. Z jednego hektara można uzyskać najwyżej tysiąc litrów wina, co oznacza, że z owoców krzewu winorośli powstaje jeden kieliszek wina. Największym znawcą wina jest Robert Parker ze Stanów Zjednoczonych, autor przewodnika po winach. Jego opinię i oceny są podstawą dla określenia wartości wina na całym świecie.

Dobre wino można wyprodukować z winogron, które dojrzewały w bardzo dobrych warunkach pogodowych. Nawet jeden dzień deszczowy może mieć znaczący wpływ na jakość wina. Stąd tak wielką wagę przykłada się do tego jaka pogoda była w danym roku. Tak więc nawet roczniki wina młodsze mogą być wartościowsze od starszych.

Szanujące się marki są produkowane przy zachowaniu ściśle określonych procesów oraz ścisłej kontroli. Certyfikat Institut D'Appellations d'Origine we Francji gwarantuje zachowanie wysokich standardów. Do produkcji wina w krajach Unii mają również zastosowanie dyrektywy Parlamentu Europejskiego.

Szczepy winne

Na świecie uprawia się kilkaset szczepów winnych, pozwalających na uzyskanie najróżnorodniejszych win. Oto kilka najważniejszych:

Cabernet Sauvignon – król szczepów win czerwonych - pozwala na uzyskanie najznakomitszych na świecie win, pełnych elegancji, finezji i bukietem zapachów, zazwyczaj o rubinowej barwie. Jest winem mocno zbudowanym. W zależności od miejsca uprawy w uzyskanym z niego winie można wyczuć zapachy czarnej porzeczki, jagód, żywicy, korzeni czy słodkiego zielonego pieprzu, którym towarzyszy delikatne z nutą tytoniu, lukrecji i wanilii, jakie nadaje im leżakowanie w dębowych beczkach. W smaku  owoce czarnej porzeczki, wiśni, śliwek, a także nuta mięty, anyżu, oliwek, cedru. Zawiera dużo tanin, stąd częstokroć mieszane jest z winami innych szczepów. Z wiekiem dużo zyskuje na walorach. Doskonałe dla wieloletnich inwestycji.

Merlot - kojarzy się przede wszystkim z Bordeaux we Francji. Daje również dobrze zbudowane, szlachetne wino o głębokiej barwie. Nuta śliwek, wiśni, owoców leśnych, fiołków, pomarańczy, przypraw i czekolady zadowoli każdego konesera. Charakterystyczne korzenne wykończenie oraz akcent suszonej śliwki to kolejne cechy tego trunku. Posiada niższe niż Cabernet Sauvignon natężenie tanin. Historia tego wina rozpoczyna się na początku nowej ery.

Shiraz/Syrah – najważniejsze uprawy w Australii, Afryce Południowej, Chile, Kalifornii i Francji. Daje bardzo dobre wino. To jedna z najlepszych odmian winorośli, z owocami pozwalającymi uzyskać dość ostry smak. W zależności od miejsca uprawy szczepu można wyczuć: jeżyny, kawę czy gorzką czekoladę i taniny z nutą alkoholu. Intensywny aromat z nutą jagód, białego pieprzu, wiśni, lukrecji, śliwek, ciemnych owoców i dymu. Może być przechowywane przez długi okres czasu, stąd nadaje się do inwestycji długoterminowych.

Pinot Noir - pozwala uzyskać wino o pełnej tęczy barw: wiśniowa, purpurowa, czerwień oraz brąz. Pełnia doznań smakowych to: wiśnie, truskawki, porzeczki a dopełnieniem są subtelnie działające taniny. Beczki z dębu amerykańskiego nadają mu waniliowego zapachu z domieszką skóry. To szczep wrażliwy na warunki pogodowe, stąd podaż wina może ulegać wahaniom.
 
Tempranillo - uprawiane głównie w Hiszpanii a także w Argentynie. Szczep ten daje wino o wiśniowym kolorze. Elegancki bukiet z wyczuwalną nutą leśnych owoców. Często mieszane z winami.  Wyśmienite w smaku również jako wino młode, lecz jego walory wzrastają w okresie leżakowania  w dębowych beczkach. Stąd nadaje się dla średnio- i długoterminowych inwestycji.

Chardonnay - to król szczepów win białych. Najwyższa jakość wśród win białych to niezwykle bogaty smak, w którym można wyczuć różne owoce: jabłka, brzoskwinie, i owoce tropikalne. Dopełnieniem jest nuta orzechy, karmelu czy miodu.  Jest to szlachetny trunek o intensywnej żółtej barwie z łagodnymi aromatami owocowymi i waniliowymi. Po wieloletnim dojrzewaniu w dębowych beczkach nabiera smaku wanilii i masła. Wino to nie może być leżakowane tak długo, jak wina czerwone. Jednak jest warte inwestycji ze względu na niekwestionowane walory oraz powszechne uznanie. Ze szczepu tego wyrabia się wiele szampanów.

Riesling – pochodzi z Niemiec i obecnie znany jest w całej Europie. Wina charakteryzują się wysoką jakością, mocą i elegancją. W intensywnym bukiecie zapachów można wyczuć: jabłka, brzoskwinie, kwiat lipy i rumianku z nutami mineralnymi. Wina te posiadają wysoką kwasowość. Z szczepu Riesling wytwarza się wiele rodzajów win: wytrawne, półwytrawne, łagodne, po szlachetnie słodkie. Niejednokrotnie Eiswein’y osiągają wysokie ceny, co może uczynić inwestycję w nie bardzo atrakcyjną.

Sauvignon Blanc - pozwala na wyprodukowanie łagodnego wina. uznanego na całym świecie. Intensywny zapach owoców cytrusowych. W smaku może przewodzić na myśl zielone jabłka,  gruszki,  agrestu, porzeczkę,  melony i mango z domieszką ziół. Zawiera duży poziom kwasowości. Stąd nie może być długo leżakowane i nie może być przedmiotem długoterminowych inwestycji.

Najlepsze oraz najbardziej uznane wina są produkowane we Francji. Niemal kultem otaczany jest region Bordeaux. Poza nim znane są koneserom na całym świecie wina z: Monbazillac, Burgundii, Rhône, Francja Południowa, Alzacja, Szampania, Vintage, Port Cognac, Armagnac. Poza Francją potęgami winiarskimi są Włochy, Hiszpania, Austria, Niemcy, Liban, Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone (Kalifornia), Południowa Afryka, Chile i Argentyna.

Wino w świecie finansów
W przeciwieństwie do papierów wartościowych czy tytułów uczestnictwa funduszy inwestycyjnych wino jest w postaci fizycznej. Podczas gdy na giełdzie panuje bessa i kursy akcji spadają w dół, wino może utrzymać swoją wartość. Nie zniszczą go również kryzysy, wojny czy hiperinflacja.

Cenę rynkową wina determinują następujące cechy: marka, klasa jakościowa, wielkość produkcji, miejsce pochodzenia oraz wiek. Reszty dopełnia rynek.

Inwestor prywatny może inwestować poprzez domy aukcyjne. Najpoważniejsze ośrodki handlu winem funkcjonują w Londynie i Chicago. Aby zainwestować na rynku wina należy otworzyć konto u brokera. Na nim będą rejestrowane zmiany stanu zgromadzonego wina.

Inwestor nie musi zabierać kupionego wina do domu. Może je zdeponować w specjalnych piwnicach oferowanych przez firmy organizujące obrót winem. Specjalnie do tego dostosowane pomieszczenia, gdzie monitorowana jest temperatura i wilgotność są gwarancją że wino nie ulegnie zepsuciu a z czasem zyska na jakości.

Sprzedaż wina poprzez dom aukcyjny wiąże się z koniecznością zapłaty prowizji, która może być stosunkowo wysoka i wynosić nawet 10% wylicytowanej kwoty. Inna droga zamiany szlachetnego trunku na pieniądz to skorzystanie z usługi pośrednika, który może pomóc w sprzedaży dla innej piwnicy lub hurtowni. Inwestor może też w każdej chwili pobrać wino z depozytu i sprawdzić, czy nabrało już mocy.

Największą szansę na zrobienie dobrego interesu mają inwestycje w wina francuskie, ponieważ mają one niepowtarzalną renomę. Znacznie więcej można zarobić inwestując w czerwone Bordeaux niż australijskiego  Chardonnay czy chilijskiego Merlota.

Historia pokazuje, że dotychczas najlepsze stopy zwrotu dały 30 rodzajów Châteaux z Bordeaux. Renoma win z Burgundii też może przynieść krociowe zyski. Generalnie zakupy win z tych regionów to podstawa tworzenia portfela inwestycyjnego. Duży potencjał inwestycyjnych posiadają również wina włoskie, australijskie czy kalifornijskie lecz rynek nie jest tak łaskawy, jak dla win z Bordeaux czy Burgundii.

Niezwykle intratnymi inwestycjami w wino może być kupowanie go na rynku pierwotnym (en primeur) zaraz po zbiorach winogron lub kiedy jeszcze dojrzewa w beczkach. Wówczas cena może być bardzo korzystna. W ten sposób wino może być kupione zanim trafi na rynek a po kilku latach sprzedane w butelkach. Daje to najwyższy potencjał zarabiania. Im wcześniej wino zostanie zakupione tym wyższa stopa zwrotu.

Bardzo istotny dla inwestycji jest rocznik wina. Generalnie lepiej kupić wino z dobrego rocznika niż przepłacić za dobrą markę lecz ze słabego rocznika.

Kupione na rynku pierwotnym wino pozostaje w piwnicach producenta pod fachowym nadzorem i w warunkach zapewniających mu uzyskanie najlepszych cech.

Zamożni inwestorzy mogą inwestować na rynku wina nabywając winnice nawet w odległych regionach świata. To nie jest wcale łatwe. Kto więc może pomóc. Odpowiedź zapewne zaskoczy wielu. Otóż takie usługi świadczy szwajcarski bank UBS, światowy lider bankowości dla najzamożniejszych klientów (Wealth Management).

Posiadając na koncie tego banku kwotę 50 mln franków szwajcarskich można stać się właścielem winnicy w Bordeaux, Australii, Afryce Południowej. Również dla polskich ludzi sukcesu finansowego ten cel jest do zrealizowania bez wyjeżdżania z kraju, gdyż bank ten posiada w Warszawie przedstawicielstwo, gdzie można uzyskać wyczerpujące informacje i pomoc.

Tego rodzaju usługi są określane mianem Wine Banking. Zakup winnicy może okazać się trafioną inwestycją. Oprócz nowego potencjału pomnażania majątku można odkryć nowy styl życia.

Zmiany cen na rynku win dość dobrze odzwierciedla WAM Fine Wine Index”. W jego koszyku znajdują się wina z renomowanych winnic. Od ćwierć wieku wielokrotnie jego wzrosty przebijały najbardziej znaczące indeksy rynku akcji. Co istotne występuje niska korelacja cenowa między indeksem WAM oraz indeksami akcji. Szacuje się, że roczna stopa zwrotu inwestycji winnych kształtuje się na poziomie 10-12%. To bardzo ważna informacja dla osób, które poszukują alternatywnych sposobów inwestowania. Dziś, kiedy na rynkach akcji panuje dekoniunktura, wino może zyskać na wartości i mocy. Warto więc mieć coś w zanadrzu, co pomoże przetrwać dekoniunkturę.

Znawcy rynku przewidują kontynuację trendu wzrostowego na rynku win. Wynika to z rosnącego popytu ze strony bogatych rynków zachodnich, co jest pochodną zwiększania się ilości najzamożniejszych ludzi na świecie. Ci będą oddziaływać na popyt w segmencie win najlepszych. Najzamożniejsi nie są bynajmniej skłonni do skąpienia sobie przyjemności życia, wśród których rozkosze delektowania się wytwornym Chateau ze szczepu Cabernet Sauvignon są nie pogardzenia.  Wzrasta też popyt na wina niższych klas, a to dlatego, iż zmienia się struktura spożycia napojów alkoholowych z korzyścią na rzecz trunków niskoprocentowych. Ponadto na świecie podaż win nie wzrasta za popytem. Anomalie pogodowe wywołane zmianą klimatu na Ziemi niszczą niejednokrotnie plantacje winorośli. To ograniczało produkcję, szczególnie najlepszych trunków, do których produkcji są wymagane najlepsze szczepy oraz warunki. Stąd ograniczona podaż może skutkować wzrostem cen wina.

Jak pokazuje życie inwestycje w wino mogą przynosić wysokie zyski. Na przykład cena Chateau Lafite z 1982 roku wynosząca wówczas 300£ wzrosła do 9850£ w 2006 roku, stąd średnioroczna stopa zwrotu stanowi 15 proc. Z kolei Chateau Margaux w 2000 roku kosztowało 1440£ a sześć lat później już 4900£, wzrost 22 proc. w skali roku. Wysokie ceny kwoty osiągają również niektóre wina młode z dobrego rocznika i marki. Kto jednak zechciałby sprawdzić co pito w epoce napoleońskiej może kupić za jedyne 36 tysięcy funtów butelkę wina z 1799 roku. Każdego, kto żałuje, że nie stać go na tak stare roczniki chciałbym pocieszyć. Otóż wino bardzo stare liczące kilkadziesiąt lat są niejednokrotnie gorzkie i posiadają nieprzyjemny zapach.

Nie zawsze inwestycje w wina dawały zyski. Niektóre gatunki mogą stracić na wartości. Dekoniunktura na rynku wina miała miejsce pod koniec ubiegłego stulecia po kryzysie azjatyckim i moskiewskim, kiedy nastąpiło załamanie rynków finansowych. Należy tu dodać, że inwestujący w wino ponieśli mniejsze straty niż gracze na giełdach papierów wartościowych.

W wino można inwestować nabywając tytuły uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, które posiadają w aktywach winne aktywa. Brytyjski Fine Wine Fund, rozpoczął działalność w 2006 r. Próg wejścia został ustalony na poziomie 5000 funtów brytyjskich. Ponoszone przez inwestorów koszty sa stosunkowo wysokie: 2 proc. za zarządzanie oraz 15 proc. od wypracowanych zysków.

Jest też ryzyko
Inwestując w wino należy brać pod uwagę ryzyko finansowe. Może ono wiązać się z rynkiem wina jak też ogólną sytuacją na świecie. Ceny wina nie zawsze idą w gorę – mogą też spadać i to w najbardziej nieodpowiednim momencie, gdy inwestor chce zamknąć inwestycję. Należy liczyć się też z faktem, że rynek może być w danym momencie niepłynny, stąd sprzedaż wina może być utrudniona lub można nie uzyskać satysfakcjonującej stopy zwrotu. Rynek wina w postaci fizycznej nie jest regulowany, jak ma to miejsce w przypadku papierów wartościowych. Stąd może dochodzić do nadużyć lub manipulacji, na niekorzyść uczciwych inwestorów. Wymaga to staranności w doborze winiarni lub pośredników w zawieraniu transakcji. Reputacja jednych i drugich winna być sprawdzona. Polski inwestor może mieć trudności z określeniem niektórych ryzyk, ze względu na to, że ośrodki produkcji i handlu winem znajdują się poza krajem. Inwestycje w wino należą do długoterminowych. W tym czasie istnieje ryzyko niekorzystnej zmiany warunków na rynku wina, proporcjonalne do długości okresu inwestycji. Inwestowanie na rynku wina wymaga dużej znajomości tego aktywa. Istnieje na świecie tysiące rodzajów różniących się pochodzeniem, rodzajem szczepu, sposobem produkcji oraz rocznikiem. Wymaga to dużo wiedzy a niejednokrotnie konsultacji. Nie zawsze można trafić na znawcę lecz hochsztaplera, który oprócz zainkasowania sumy za usługę może nie dostarczyć obiektywnych i zgodnych z prawdą informacji. Rynek wina nie charakteryzuje się jednolitym systemem informacyjnym o jakości poszczególnych rodzajów win czy ich obiektywnych cen. Może to powodować ryzyko przepłacenia przy zakupie lub nieotrzymania odpowiedniej ceny przy sprzedaży. Ceny wina ustalane na aukcjach są ustalane niejednokrotnie na lokalnym rynku, gdzie nie ma wystarczającej ilości ofert kupna i sprzedaży które pozwoliłyby na obiektywne ustalenie ceny transakcyjnej. Kupowanie wina na rynku pierwotnym (en primeur) wymaga szczególnej staranności w sprawdzeniu winnicy, jak jej położenie, nasłonecznienie, warunków w jakich będzie wino produkowane i przechowywane a także reputacji winnicy. Nigdy też nie wiadomo jaka będzie jakość danego rocznika po kilku latach. Korzystając przy zakupach wina z serwisów internetowych należy zachować szczególną ostrożność, gdyż oprócz uczciwych firm grasuje w sieci wiele osób nieuczciwych. W przypadku oszustwa odzyskanie zainwestowanych środków może być praktycznie niemożliwe. Stąd zakupy poprzez sieć nie powinny obejmować dużej ilości wina u jednego sprzedawcy. Dysponując większą kwotą należy dokonywać zakupów w kilku miejscach, co pozwoli ograniczyć ryzyko.

Winne inwestycje wiążą się z koniecznością zamrożenia kapitału na kilka lub kilkanaście lat. Stąd nadają się one dla osób, które posiadają odpowiednie oszczędności pozwalające regulować bieżące wydatki bez pogorszenia standardu życia.  Skorzystanie z tej formy alternatywnego inwestowania pozwoli w trudnych czasach na giełdzie papierów wartościowych  uchronić wartość portfel inwestycyjnego. 

 
 Oceń wpis
   

Zaostrzenie procedur kredytowych przez banki powoduje, że wiele przedsiębiorstw, nawet tych o dobrym standingu, zaczyna tracić źródło finansowania, jakim jest kredyt bankowy, pożyczka czy otwarta linia kredytowa.

A przecież kapitał obcy jest, obok kapitału własnego oraz mezzanine, filarem, na którym opierają się finanse przedsiębiorstwa. Od jego udziału w kapitale całkowitym zależy rentowność kapitału własnego, co przekłada się na wycenę akcji.

Należy się spodziewać, że zaostrzenie polityki kredytowej będzie skutkować wzrostem zainteresowania przedsiębiorstw emisjami dłużnych papierów wartościowych, jakimi są obligacje oraz komercyjne papiery dłużne (ang. Commercial Papers, „CP”), emitowane na okres do jednego roku.

Ta forma pozyskiwania finansowania dotychczas nie cieszyła się dużym zainteresowaniem naszych przedsiębiorców. Niskie stopy procentowe w ostatnich latach oraz złagodzenie wymogów jakie stawiały banki wobec kredytobiorców nie sprzyjały rozwojowi rynku dłużnych papierów wartościowych. Jednak te czasy już odeszły i przedsiębiorcy muszą zmierzyć się z nową rzeczywistością.

Polski rynek kapitałowy
Rynek polskich obligacji korporacyjnych jest bardzo mały w porównaniu z innymi  krajami. Popatrzmy na statystyki. Wartość zadłużenia przedsiębiorstw z tytułu emisji obligacji w stosunku do PKB sięga w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji kształtuje się na poziomie 25 proc., we Włoszech wynosi 12 proc. a w Niemczech 6 proc. W Polsce jest to około półtora procenta oraz drugie tyle stanowią emisje CP.
Jak wynika z raportu Fitch Ratings opracowanego przez Fitch Polska, na koniec trzeciego kwartału 2008 r. wartość obligacji korporacyjnych wyemitowanych na okres powyżej 365 dni wyniosła w naszym kraju 15,1 mld zł i była wyższa o blisko połowę w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Stanowi to jednocześnie 1/3 całego rynku nieskarbowych instrumentów dłużnych. Funkcjonujące obok obligacji, krótkoterminowe papiery dłużne stanowiły 14,9 mld zł na koniec września br., co jest kwotą o 20 proc. wyższą, niż rok wcześniej.

Należy dodać, że składnikami rynku nieskarbowych instrumentów dłużnych są jeszcze obligacje banków i obligacje komunalne. Razem wartość tego rynku na koniec trzeciego kwartału osiągnęła poziom 46,7 mld zł, co stanowi wzrost o 32 proc. - wynika z danych Fitch.

Dom maklerski pomoże przedsiębiorcy
Jak widać, rynek dłużnych papierów wartościowych rozwija się ostatnio w coraz szybszym tempie, po latach stagnacji. Coraz więcej przedsiębiorców przekonuje się do jego zalet. Niejednokrotnie łatwiej dziś pozyskać pieniądze na rynku kapitałowym niż w banku. Pozyskanie kapitału poprzez emisje obligacji wymaga innych działań. W tym przypadku najlepiej sprawdza się współpraca z domem maklerskim, który dysponuje odpowiednią wiedzą specjalistyczną w tym zakresie. Emisja może być skierowana do określonych adresatów, do nie więcej jednak niż 99 osób. Wówczas jest to oferta niepubliczna, gdzie procedury są bardzo proste. Dom maklerski może przeprowadzić również ofertę publiczną, tzn. taką która jest skierowana do więcej niż 99 osób lub nieokreślonego adresata z wykorzystaniem środków masowego przekazu. Tu obowiązują bardziej skomplikowane procedury, łącznie z koniecznościa zatwierdzenia prospektu emisyjnego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Obligacje sprzedane w drodze emisji publicznej mogą być również przedmiotem obrotu na rynku regulowanym, np. na giełdzie. To przynosi emitentowi dodatkową korzyść - efekt marketingowy.

Niewątpliwe korzyści
Istnieje wiele zalet pozyskania kapitału poprzez emisję dłużnych instrumentów finansowych w porównaniu z kredytem bankowym. Tu przedsiębiorca ustala reguły gry, nie bank. Może więc określać wielkość transz, terminy emisji i zapadalności emitowanych instrumentów, dopasowując wszystko do indywidualnych potrzeb, wynikających z harmonogramu realizacji przedsięwzięć, inwestycji czy toku produkcji. Przedsiębiorca również decyduje o wysokości oprocentowania, sposobie jego ustalania, częstotliwości wypłat odsetek. Przy obligacjach najpierw są spłacane kupony odsetkowe, co zmniejsza obciążenia finansowe w trakcie realizacji projektu inwestycyjnego, kiedy nie daje on jeszcze przychodów.

Istotną sprawą przy kredycie bankowym są zabezpieczenia. Dziś banki w obliczu zagrożenia kryzysem finansowym i gospodarczym, dążąc do zmniejszenia ryzyka, stawiają coraz wyższe wymogi w tym zakresie. Niektóre przedsiębiorstwa mogą nie spełnić nowych kryteriów. W przypadku emisji instrumentów dłużnych to przedsiębiorca ustala, jakie zabezpieczenia może przedstawić. Jeżeli są one niewystarczające może dokonać emisji obligacji częściowo zabezpieczonych lub niezabezpieczonych, co wiąże się z koniecznością ustalenia wyższego oprocentowania. Stąd na emisję częściowo zabezpieczoną lub niezabezpieczoną mogą sobie pozwolić przede wszystkim przedsiębiorstwa znajdujące się w dobrej sytuacji finansowej, posiadające dobry rating.
Zalecam więc przedsiębiorstwom zamierzającym posiłkować się kapitałem pozyskanym w drodze emisji obligacji lub CP o zwrócenie się do agencji ratingowej o nadanie ratingu. To pozwoli uwiarygodnić się na rynku długu oraz zmniejszyć w przyszłości koszty pozyskania kapitału.

Niedoceniane teraz w cenie
W nadchodzącym czasie, kiedy o kredyty bankowe będzie trudniej, rynek instrumentów dłużnych może być alternatywą dla finansowania działalności przedsiębiorstwa. Dotychczas niedoceniane w naszym kraju obligacje korporacyjne czy komercyjne papiery dłużne stanowią interesującą formę pozyskania kapitału na różne terminy, dając emitentującemu je przedsiębiorstwu dużą swobodę działania.

 
1 | 2 | 3 |



Najnowsze komentarze
 
2013-12-23 12:59
rtvagd do wpisu:
Najnowsza historia złota – część I
pozdrowienia :)
 
2013-10-18 13:34
group do wpisu:
Najnowsza historia złota – część I
fajna na bloga blogowa, no i Twoj blog
 
2013-10-05 01:41
moj.blog do wpisu:
Barometry kryzysu – Indeks PMI (ISM)
fajny blog
 



Moje linki


Ulubione blogi
 
 



Archiwum Bloga
 
Rok 2016
 
Rok 2012
 
Rok 2011
 
Rok 2009
 
Rok 2008